Czekolada, dynia, orzechy włoskie, rodzynki, wanilia… To wszystko znajdziecie w tych ciasteczkach! 🙂
Warto skusić się na więcej niż jedno i to w dzień upieczenia, bo właśnie wtedy są najsmaczniejsze. Miękkie w środku, a z wierzchu kruchutkie. Zamknęłam je w szczelnym pojemniku i ku mojemu zdziwieniu, na następny dzień były całe mięciutkie. Oczywiście dalej smakowały wspaniale, ale jednak brakowało nam tej kruchości 🙂
Pamiętajcie – koniecznie z dużą ilością rodzynek i orzechów. Mój M własnie takie lubi najbardziej!
Źródło, z moimi zmianami: Dorota smakuje

Składniki:
- 100 g masła
- 1/2 szklanki cukru
- 2 szklanki mąki
- 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
- szczypta soli
- ziarna wydrążone z 1 laski wanilii
- 2/3 szklanki puree z dyni *
- 1 jajko
- 1/4 szklanki posiekanych orzechów włoskich
- 1/4 szklanki rodzynek
- 50 g kropelek czekoladowych ciemnych (lub posiekanej czekolady gorzkiej)
* Puree z dyni : 1) Dynię kroimy na pół, a następnie na ćwiartki. Wydrążamy nasiona i kroimy w mniejsze kawałki lub plastry. Myjemy, osuszamy i obieramy (obierać można również po upieczeniu). Układamy w naczyniu żaroodpornym lub na blasze i pieczemy około 25 min w temperaturze 180 stopni, aż dynia będzie całkowicie miękka. Upieczoną dynię wyciągamy z piekarnika i miksujemy w blenderze na puree, lub rozgniatamy widelcem. 2) Dynię obieramy, kroimy w dużą kostkę i gotujemy na parze do miękkości. Rozgniatamy widelcem na jednolitą papkę.
Masło ucieramy z cukrem, następnie dodajemy jajko, puree i ziarna wanilii. Składniki suche ( mąkę, sól, sodę oczyszczoną) mieszamy w osobnej misce i po trochę dodajemy do masy, cały czas miksując.
Na koniec dodajemy orzechy, rodzynki i kropelki czekoladowe. Rozprowadzamy je równomiernie w masie, mieszając ją łyżką.
Na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, układamy porcje ciasta w
odstępach. Najlepiej robić to łyżką. Pieczemy około 15 minut w temperaturze 180 stopni.
Studzimy na kratce. Najlepiej smakują popijane mlekiem 🙂


Smacznego! 🙂
