Kruche ciasto z masą budyniową i śliwkami

Ostatnio dostałam w prezencie dużo pięknych ogrodowych śliwek: cudowne zielono-żółte renklody, które są chyba moim ulubionym gatunkiem śliwek oraz popularną fioletową śliwkę „opal” którą użyłam do ciasta i sprawdziła się idealnie!:) Powiem szczerze, że bardzo lubię takie prezenty, gdyż wtedy wiem, że warzywa i owoce, które jemy, są zdrowe i z najwyższej półki. Do ciasta możecie oczywiście użyć dowolnego gatunki śliwki, który Wam będzie najbardziej odpowiadał.

Przepis na ciasto podpatrzyłam na blogu „Smaczna Pyza” i trochę go zmodyfikowałam (jak zawsze) 🙂 Jak przystało na kruche ciasto-jest kruche, ale masa budyniowa idealnie je uzupełnia. Możecie użyć dowolnych owoców, mi jednak śliwki pasują do niego wyśmienicie:)

 

 

Składniki:

CIASTO

  • 300g mąki
  • 5 łyżek cukru
  • 150g margaryny do wypieków
  • 1 jajko

MASA

  • 2 budynie śmietankowe (bez cukru)
  • 5 łyżek cukru
  • 750 ml mleka
  • 600 g śliwek

KRUSZONKA

  • 120g margaryny do wypieków
  • 100g mąki
  • 100g cukru
  • 5 łyżek wiórek kokosowych

 

Mąkę mieszamy w misce z cukrem. Dodajemy jajko i posiekaną margarynę i zagniatamy ciasto. Dno tortownicy o średnicy 26cm wylepiamy 2/3 ciasta. 1/3 ciasta wykorzystujemy do wylepienia boków tortownicy do około połowy jej wysokości. Całe ciasto nakłuwamy widelcem i wkładamy na 20min do lodówki.

Po schłodzeniu przekładamy ciasto do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy około 30 min. W międzyczasie przygotowujemy masę. Z 750 ml mleka odlewamy 1/2 szklanki. Mieszamy w niej cukier i proszek budyniowy aż znikną grudki. Pozostałe mleko zagotowujemy. Kiedy mleko już wrze-wlewamy mieszankę budyniową i gotujemy około 3min cały czas energicznie mieszając aż do powstania budyniu.

Gotowy budyń wylewamy na podpieczony wcześniej spód ciasta. Na wierzch układamy połówki śliwek (wcześniej umyte i pozbawione pestek). Z mąki, cukru, wiórek kokosowych i margaryny – zagniatamy kruszonkę. Posypujemy nią obficie ciasto po wierzchu. Pieczemy jeszcze około 40min w temperaturze 180 stopni. 

Po upieczeniu wyjmujemy z formy. Najlepiej kroi się po kilkugodzinnym schłodzeniu w lodówce.

 

 

 

Smacznego!:)

Dżem morelowy

Dzisiaj ciąg dalszy moich zmagań z przetworami na zimę:) Pokazywałam Wam już moje Konfitury z czerwonej porzeczki, a teraz przyszła kolej na coś morelowego. Jakiś czas temu podpatrzyłam na blogu Cudawianki jej „słoiczek szczęścia” i od razu zapragnęłam mieć kilka takich skarbów na własność. Zrobiłam go po swojemu ale wyszedł pyszny, na prawdę ciężko mu się oprzeć!:) A ten kolor….soczysta żółć i pomarańcz w jednym-coś pięknego:)

 

 

Składniki:

  • 1kg moreli
  • 1kg cukru żelującego 1:1
  • 4-5 słoiczków po 250ml

 

Morele myjemy, obieramy z łup i pestek. Jeżeli skórka nie chce schodzić, można pomóc sobie, polewając owoce wrzątkiem.

Jeśli chcemy aby dżem posiadał kawałki owoców odkładamy kilka sztuk, a resztę miksujemy w blenderze. Odłożone owoce kroimy na średniej wielkości kawałki. Jeżeli chcemy aby konsystencja była gładka-miksujemy wszystkie owoce.

Tak przygotowany mus morelowy przelewamy do garnka i zasypujemy cukrem żelującym. Całość dokładnie mieszamy i podgrzewamy aż do zagotowania. Kiedy mus zacznie wrzeć – gotujemy go 5 min.

Tak przygotowany dżem można przelewać do słoiczków i pasteryzować.

Ja pasteryzowałam w piekarniku, o czym pisałam już przy okazji wspomnianej wyżej konfitury porzeczkowej. Wsadzamy puste słoiki do zimnego piekarnika i zapalamy go (temperatura około 150 stopni). Wyparzamy słoiki 20min. Po tym czasie, wyciągamy je ostrożnie przy pomocy kuchennej rękawicy, napełniamy dżemem, zakręcamy i wkładamy do gorącego piekarnika na kolejne 20min. Po pasteryzacji wyciągamy słoiki i stawiamy na zakrętkach (do góry nogami) aby się zassały. Po około 15 minutach odwracamy i pozostawiamy do ostygnięcia.

 

 

                  

 

Smacznego!:)

Arbuz z malinowym mascarpone

Jeżeli u Was też nastały takie afrykańskie upały jak u Nas, to mam dla Was świetną propozycję na ich przetrwanie. Orzeźwiający arbuz, odrobina alkoholu i słodki malinowy krem – połączone w jedną całość idealnie sprawdzą się na popołudniowy deser. Dodatkową zaletą jest to, że wcale się przy tym nie zmęczycie:)

Źródło: „Dorota smakuje”, z moimi zmianami. 

 

 

Składniki (dla 4 osób) :

  • połówka małego arbuza
  • garść malin
  • 150g serka mascarpone
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • 4 kieliszki likieru Passoa (po 25ml każdy) – opcjonalnie

 

Przed przygotowaniem deseru arbuza należy schłodzić przez kilka godzin w lodówce. Schłodzony owoc kroimy w średniej wielkości kostkę, pozbywamy się pestek i przekładamy do dużej maski. Zalewamy likierem Passoa i mieszamy.  Wsadzamy do lodówki, aby w tym czasie przygotować krem.

Garść malin gnieciemy widelcem w miseczce. Serek mascarpone ucieramy mikserem z cukrem pudrem i rozgniecionymi malinami. 

Na dno pucharków wyciskamy krem, można przy użyciu szprycy. Arbuza wyjmujemy z lodówki i dzielimy do pucharków na cztery porcje. Każdą porcję polewamy pozostałym w misce alkoholem. Na wierzch nakładamy ponownie krem malinowy (najlepiej przy pomocy szprycy).

Można dodatkowo udekorować malinami lub arbuzem.  Podajemy od razu po przygotowaniu.

 

   

 

Smacznego! 🙂

Muffiny cytrynowe z malinami i kremem z owoców leśnych

Nie spodziewałam się, że wspólne pieczenie (choć tylko wirtualne) może być takie fajne:) Do tej pory z kuchni wyganiałam wszystkich i chciałam zawsze wszystko zrobić sama. Kiedy jednak zobaczyłam, że mamy z Mileną (Russkaya) tak wiele wspólnego(wiele!) to doszłam do wniosku, że niedopuszczalnym marnotrawstwem byłoby tego nie wykorzystać. Dlatego właśnie bez zastanowienia zaproponowałam jej wspólne pieczenie, a ona równie szybko się zgodziła:)


Milenko Kochana dziękuję Ci za baaaaardzo miłe wspólne pieczenie, za rozmowy i świetną zabawę!:)Musimy to powtórzyć jak najszybciej!:)


Muffinki, które upiekłyśmy z przepisu Dorotus, to pierwsza część naszej wirtualnej kuchennej współpracy:) Postanowiłyśmy urozmaicić je kremem. Nie jestem zwolenniczką gotowych produktów, ale bardzo chciałam się przekonać jak smakują kremy owocowe Delecty, które widziałam już na wielu blogach. Z reguły kremy, które robię powstają z serka mascarpone, czasem jednak warto poeksperymentować.

Babeczki polecam Wam z całego serca! Są bardzo delikatne, mięciutkie i idealnie cytrynowe w smaku:) U mnie wszyscy byli zachwyceni:)

Jestem strasznie ciekawa jak wyszły mojej kuchennej partnerce – zobaczmy:) : Dziś mam ochotę na…

 

 

Składniki:

  • 60 g margaryny do wypieków
  • 200 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 150 g cukru 
  • sok i skórka otarta z 1 cytryny
  •  120 ml mleka
  • 1 jajko
  • 150 g malin + kilka do dekoracji (u mnie malinki + jeżyny)
  • krem Delecta o smaku owoców leśnych (lub inny-Wasz ulubiony) i 150g jogurtu naturalnego oraz 250ml mleka potrzebnych do jego przygotowania

 

 

W jednym naczyniu mieszamy mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sodę. Dodajemy skórkę i sok z cytryny.

Margarynę rozpuszczamy na malutkim ogniu i pozostawiamy do ostygnięcia. Maliny myjemy i osuszamy.

W drugim naczyniu roztrzepujemy jajko, dodajemy mleko, roztopioną margarynę i mieszamy.

Składniki z obu naczyń – suche i mokre – łączymy ze sobą i mieszamy tylko do momentu połączenia się składników. Na koniec dodajemy maliny i delikatnie mieszamy jeszcze raz.

Formę do muffinek wykładamy papilotkami i napełniamy ciastem do 3/4 wysokości. Pieczemy około 20min w temperaturze 200stopni. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika, lecz nie od razu wyjmujemy babeczki z formy. Należy odczekać 5-10 min, gdyż muffinki będą bardzo miękkie i może nie udać się ich ładnie wyjąć.

Po tym czasie, możemy je oczywiście od razu zajadać, albo dowolnie udekorować:)

P.S. Jeżeli chcecie je udekorować kremem to polecam schłodzenie ich przez około 20 min w lodówce. Ja moje przekrawałam i przekładałam kremem z owoców leśnych oraz przy pomocy szprycy ozdabiałam z wierzchu również kremem i owocami. Przygotowanie jego jest bardzo proste (wg instrukcji z pakowania): jogurt i mleko (w proporcjach podanych powyżej) miksujemy razem z kremem w proszku około 7min aż do uzyskania gęstej konsystencji:)

 

 

Kto się poczęstuje?:)

 


 

Smacznego!:)

Dwukolorowy sernik z czarną porzeczką (na zimno)

Zastanawiam się w czym tkwi fenomen serników że tak je lubimy:) Uwielbiam je piec, a jeszcze bardziej uwielbia je moja rodzina zjadać;) Co kolejny to lepszy. Ten-to pierwszy sernik na zimno w moim życiu i od razu strzał w 10!:) Zachwyca nie tylko wyglądem, ale również smakiem. Posiada tylko jedną wadę. Wiecie jaką? W związku z tym, iż jest to sernik na zimno, trzeba go kilka godzin schładzać w lodówce, a nas takie czekanie wręcz przerasta!:) No bo jak tu siedzieć spokojnie jak takie pyszności są zamknięte w lodówce?:) Polecam Wam gorąco:)

 

Przepis z bloga Majanki, który jest skarbnicą pysznych przepisów na serniki i nie tylko:) To już kolejny sernik z jej bloga, który robię i jak do tej pory nigdy się nie zawiodłam:) Bardzo dziękuję za przepis:)

 

 

Składniki:

  • 220g herbatników
  • 100g masła
  • 1kg twarogu wiaderkowego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 200 ml śmietanki kremówki 30%
  • 230g cukru
  • 2 czubate łyżki cukru pudru
  • 1/3 szklanki gorącej wody
  • 3 łyżki żelatyny
  • 200g czarnych porzeczek

 

Herbatniki kruszymy na pył przy pomocy wałka kuchennego lub blendera. Masło rozpuszczamy na małym ogniu. Obydwa składniki mieszamy ze sobą.

Tortownicę (średnica 26cm) wykładamy papierem do pieczenia, wysypujemy na nią masę ciasteczkową i dociskamy ją równomiernie do dna tortownicy tworząc spód ciasta. Schładzamy około 15min w lodówce.

W tym czasie przygotowujemy masę serową.

Twaróg miksujemy z cukrem, sokiem z cytryny i śmietanką kremówką. Żelatynę rozpuszczamy dokładnie w gorącej wodzie (proporcje podane w składnikach powyżej) i dodajemy do masy. Całość jeszcze raz miksujemy.

Gotową masę serową dzielimy na 2 części. Na gotowy ciasteczkowy spód wylewamy jedną masę i wstawiamy do lodówki do stężenia. Dzięki temu masy nie połączą się i sernik będzie dwukolorowy.

Do drugiej części masy serowej dodajemy zmiksowane w blenderze czarne porzeczki i cukier puder. Można masę spróbować i dosłodzić wedle uznania więcej lub mniej.

Na stężoną masę białą wylewamy masę fioletową i pozostawiamy w lodówce na co najmniej kilka godzin a najlepiej na całą noc.

 

 


 

Smacznego!:)

Cukinia nadziewana pomidorami

Dzisiaj nie na słodko, dzisiaj coś na obiad.

Często mam problem co ugotować na obiad. Głowię się i głowię, żeby wymyślić cos pysznego i prostego.

Dziś będzie cukinia, którą wszyscy bardzo lubimy i często wykorzystuję ją w mojej kuchni pod różnymi postaciami. Danie idealne kiedy macie ochotę na bezmięsny obiad lub ciepłą kolację.

Chyba nie trzeba dłużej reklamować:) Gorąco Wam polecam:)


 

Składniki (dla 3 osób):

  • 3 cukinie
  • 4 pomidory
  • natka pietruszki
  • kulka mozzarelli
  • bagietka
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie, czosnek granulowany
  • 2 łyzki oleju lub oliwy
  • masło (do posmarowania grzanek)

 

Cukinie myjemy, osuszamy i wkładmy na 7min do wrzącej wody. Następnie przekrawamy je wzdłóż na 3 części, nie rodzielając ich do końca. Tworzymy takie 2 korytarze abyśmy mogli je faszerować.

Pomidory parzymy, obieramy ze skóry i kroimy w plasterki. Wsuwamy plastry pomidora w wydrążone korytarze. Cukinie układamy w naczyniu żaroodpornym, opruszamy solą i pieprzem i kropimy olejem.

 


Natkę pietruszki myjemy, osuszamy i siekamy na drobno. Przygotowaną cukinię posypujemy obficie natką pietruszki, a na wierzchu układamy plastry mozzarelli. Zapiekamy w temperaturze 200 stopni przez około 20min.

 

 

Danie podawałam z grzankami, które można również bardzo łatwo przygotować.

Bagietkę kroimy w małe kromeczki i smarujemy z jednej strony masłem. Na stronę posmarowaną sypiemy po trochę czosnku granulowanego i ziół prowansalskich. Zapiekamy kromeczki na patelni, aż do zarumienienia (oczywiście od posmarowanej strony).

 

Dodatkowo przygotowałam sos czosnkowy, który bardzo pasuje do cukinii, nadaje jej wyrazistości, a o którym pisałam już wcześniej TU.

 

 

Smacznego!:)

Wyróżnienia i coś o mnie;)

Na prawdę strasznie się cieszę i równocześnie bardzo dziękuję za wszystkie nominacje, których dostałam aż 7:) Dla mnie to na prawdę AŻ i byłam bardzo mile zaskoczona:) Cieszę się, że podoba Wam się mój blog i to co uda mi się upichcić i na nim pokazać:)

Za wyróżnienia bardzo dziękuję autorkom blogów:

http://dzismamochotena.blox.pl/html

http://pieczarkamysia.blox.pl/html

http://kuchennefascynacje.blox.pl/html

http://niebieskapistacja.blox.pl/html

http://domiwkuchni.blox.pl/html

http://kuchniasmakoszy.pl/

http://feeria.blox.pl/html

 

 

Zasady zabawy są bardzo proste. Należy na swoim blogu umieścić link do osoby, od której dostało się wyróżnienie. Następni wkleić banerek akcji i napisać 7 rzeczy o sobie. Na koniec trzeba nominować inne blogi, które Waszym zdaniem są ciekawe i atrakcyjne i powiadomić ich o tym w komentarzach.

 

A więc…. 7 rzeczy o mnie :

1. Z wykształcenia jestem filologiem angielskim i bardzo chciałabym pracować jako nauczycielka tego właśnie języka. Na razie jestem na etapie poszukiwań pracy, ale jestem dobrej myśli i nie tracę nadziei:)

2. Mam totalnego fioła na punkcie mojego pieska – buldożki Fibi, którą nie raz już się Wam chwaliłam:) Ogólnie jestem straszną psiarą, uwielbiam wszystkie pieski i jestem bardzo wrażliwa na los tych biednych, bezdomnych, dlatego staram się jak najczęściej pomagać schroniskom.

3. Nie skończyłam żadnej szkoły gastronomicznej, nawet żadnych kursów (choć chętnie poszłabym na jakieś kursy albo warsztaty). Jestem kuchennym samoukiem, gotuję od dziecka. Pierwszą zupę ugotowałam w trzeciej klasie szkoły podstawowej a potem było już z górki:)

4. Uwielbiam gotować i piec:) Nie wiem na prawdę które bardziej. Moja mama mówi, że talent odziedziczyłam po prababci, bo nikt inny u mnie w rodzinie gotować nie lubi;)

5. Moim największym marzeniem jest założyć rodzinę i mieszkać sobie w małym domku z ogródkiem z moim Ukochanym, ślicznymi dzieciaczkami i przygarniętymi pieskami:):):)

6. Straszna ze mnie płaczka:) Jakikolwiek film z romantyczną, wzruszającą sceną – ja od razu płaczę.

7. Jak tylko usłyszę muzykę zaczynam śpiewać i tańczyć. Niestety efekt jest tragiczny gdyż poskąpiono mi talentu w obydwu tych dziedzinach, ale przynajmniej jest śmiesznie:D

 

Wiem, że zabawa trwa juz od dawna, dlatego postanowiłam nominować blogi, bez względu na to, czy były już nominowane i ile razy, po prostu te które najczęściej odwiedzam i których właścicieli najbardziej cenię:) Niestety 16 jak dla mnie to na mało, ale spróbuję:)

Natalka http://kuchareczka81.bloog.pl/

Russkaya http://dzismamochotena.blox.pl/html

Sara – Pieczarka Mysia http://pieczarkamysia.blox.pl/html

Zauberi http://niebieskapistacja.blox.pl/html

Kuchenne fascynacje http://kuchennefascynacje.blox.pl/html

Majanka http://majanaboxing.blox.pl/html

Nemisiek http://nemi-habibi.blogspot.com/

Flusso http://mniamusne.blox.pl/html

Kasia http://wypiekizpasja.blox.pl/html

Kasia http://gotowaniecieszy.blox.pl/html

Soul_kitchen http://soulkitchen.blox.pl/html

Urtica1 http://kochamgary.blogspot.com/

Basia http://basia-onthebakingstone.blogspot.com/

Wiosenka http://eksplozjasmaku.blox.pl/html

Domi http://domiwkuchni.blox.pl/html

Kabamaiga http://stokolorowkuchni.blox.pl/html

 

Bardzo mi miło, że mogłam się dowiedzieć tylu ciekawych rzeczy o Was!:)

Pozdrawiam

Judyta

Konfitura z czerwonych porzeczek

W tym roku postanowiłam po raz pierwszy zrobić domowe przetwory na zimę. Do tej pory ograniczałam się do mrożenia zapasów owoców sezonowych oraz do kiszenia ogórków. Od dziś mam zamiar poszerzać repertuar:) Zobaczymy co z tego wyjdzie:)

Konfitura którą Wam dziś chcę przedstawić jest prosta w wykonaniu, bardzo szybko się ją przygotowuje i co najważniejsze – jest pyszna. Słodziutka od cukru, kwaskowata dzięki porzeczce, cała pięknie czerwona. Idealny śniadaniowy przysmak do ciepłych bułeczek i kakao:-)

Odkryłam również jej cudowne zalety jako dodatek do herbatki w zimie:-)

Polecam!


 

Składniki:

  • 1kg czerwonych porzeczek
  • 1kg cukru żelującego 1:1
  • około 10 małych słoiczków lub 4 większe (takie jak moje)

 

Porzeczki obieramy z gałązek, myjemy i wrzucamy do garnka. Dodajemy cukier żelujący i ugniatamy owoce jednocześnie mieszając całość. Odstawiamy na 1,5h aż puszczą sok.

W tym czasie przygotowujemy słoiki. Myjemy je dokładnie i suszymy.

Ja swoje przetwory pasteryzuję w piekarniku, tak więc też podaję w przepisie.

Przygotowane słoiki wkładamy do zimnego piekarnika, który następnie włączamy i wyparzamy słoiki około 25min. Temperatura piekarnika powinna być utrzymana na około 150 stopniach.

Pod koniec wyparzania słoików, podgrzewamy porzeczki na małym ogniu. Od momentu zagotowania, powinny się gotować około 5min.

Kiedy wszystko mamy już gotowe, wyciągamy słoiki pojedynczo z piekarnika (należy koniecznie pamiętać o rękawicy kuchennej aby się nie poparzyć!), napełniamy je konfiturą i zakręcamy. Pełne konfitury słoiki wkładamy do piekarnika i pasteryzujemy kolejne 25min w tej samej temperaturze 150 stopni.

Gotowe słoiki wyciągamy z piekarnika i stawiamy na około 20min na nakrętkach (do góry nogami). Po tym czasie, po obróceniu, wierzch nakrętki nie powinien być wypukły lecz wklęsły, znaczy to, że słoik jest szczelny.

 

 

 

 

 

Smacznego!:)

Pancakes z gruszkami i miodem

Bardzo lubię wspólne weekendowe śniadania, dlatego zawsze staram się przygotować coś niecodziennego, czego nie mamy czasu zjeść w ciągu tygodnia. Idealne na te okazje okazują się więc być i pancakes i tradycyjne naleśniki, bo przecież można je wykonać z całą gamą ulubionych dodatków. Placuszki z takimi dodatkami robiłam na początku lata jednak jakoś nie doczekały się opublikowania wcześniej, więc dziś przygotowałam je ponownie na śniadanie i nie zdążyłam na nowo sfotografować tak szybko zniknęły!:) Przepis podstawowy na pancakes bez dodatków znalazłam na „Mirabelkowy blog” -dziękuję:)

Połączenie mięciutkich i puszystych placuszków, z soczystymi kawałkami gruszki, skąpanymi w złocistym miodzie jest wyśmienite:) Dziś, z okazji akcji „Naleśnikowa sobota”, chciałabym Wam zaproponować takie właśnie połączenie.

 

 

Składniki:

  • 1 szklanka mąki
  • 3/4 szklanki mleka
  • 40g stopionego masła
  • 1 jajko
  • 2 łyżki cukru
  • opakowanie cukru waniliowego
  • 1 kopiasta łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 gruszki
  • kilka łyżek miodu

 

Jajko roztrzepujemy i łączymy z roztopionym masłem i mlekiem. Dodajemy cukier, cukier waniliowy, mąkę i proszek do pieczenia. Dokładnie mieszamy, aż do powstania jednolitej masy, tak aby nie posiadała grudek. Pozostawiamy na 15min .

Po tym czasie na rozgrzanej patelni z minimalną ilością oleju smażymy placuszki, po kilka minut z każdej strony, aż się zarumienią.

Gruszkę myjemy, obieramy, kroimy w ćwiartki i wydrążamy gniazda nasienne.

Usmażone placuszki podajemy ze świeżą gruszką, polane miodem.

 

 


 

Smacznego!:)